Jedną z powszechnie stosowanych metod, mających służyć oszczędności, jest rozcieńczanie kosmetyków wodą. Oczywiście mam na myśli żele pod prysznic, szampony do włosów, odżywki itp. Czy ta czynność jest w pełni bezpieczna?

Mikroby są wśród nas…

… i towarzyszą nam na każdym kroku. W wodzie wodociągowej żyje trochę bakterii – dopuszczalna ich ilość to około 100 komórek w 1 ml. A to oznacza, że w 1 litrze (czyli 1000 ml) żyje ich ponad 100 000.

Badania wody wodociągowej obejmują poszukiwanie tzw. bakterii wskaźnikowych. Ich obecność informuje nas o feklanym skażeniu wody. A to właśnie z ludzkich odchodow pochodzi najwięcej chorobotwórczych bakterii. Gdybyśmy chcieli w wodzie oznaczać wszystkie możliwe niebiezpieczne mikroorganizmy, analiza trwałaby prawdopodobne kilka tygodni, nie wspominając o kosztach i niepraktyczności.

Dlatego poszukuje się jedynie kilku z nich. Jeśli są obecne – wtedy woda poddawana jest dodatkowym oznaczeniom (jeśli są takie wskazania) oraz dezynfekcji.

Woda wodociągowa spełnia pewne wymogi – jak brak obecności bakterii typu fekalnego (pochodzące z ludzkich i zwierzęcych odchodów) – czyli słynnej Escherichii coli, innych bakterii grupy coli oraz enterokoków fekalnych; nie może być również stwierdzona obecność Clostridium perfringens (bakteria beztlenowa, odpowiada min, za gnicie). Te wszystkie bakterie są właśnie bakteriami wskaźnkowymi.

Oznaczanie bakterii

W praktyce oznaczenie mikrobiologiczne wygląda następująco: próbkę badanej wody (np. 1ml) rozprowadza się na płytce z odpowiednią pożywką agarową. Pożywka może być selektywna – oznacza to, że tylko bakterie danego typu mogą się na niej rozwijać, lub tylko dany gatunek (albo szczep) zabarwi się na określony kolor.

Następnie płytkę przechowuje się (inkubuje) przez odpowiednio długi czas w określonych warunkach (chodzi o konkretną temperaturę). W tym czasie bakterie, które są zdolne w tych warunkach do wzrostu utworzą kolonie.

W przypadku wody wodociągowej wykonuje się oznaczenia bakterii dla dwóch temperatur: 22 oraz 36 stopni Celsjusza.

Dlaczego?

Ponieważ w 36 stopniach żyją i mogą rozwijać się bakterie chorobotwórcze (jest to przecież temperatura bliska tej, jaką ma nasze ciało). W 22 stopnach rozwijają się bakterie mezofilne (żyjące w umiarkowanych temperaturach) charakterystyczne dla środowiska wodnego i glebowego. Kilka spośród nich jest dla nas niebezpiecznych.

Ważna bakteria glebowa

W czystej wodzie także znajdują się bakterie. W większości pochodzą one właśne z gleby. Najważniejszą i dość niebezpieczną jest pałeczka ropy błękitnej (Pseudomonas aeruginosa) – odpowiedzialna za nieprzyjemne w skutkach zakażena ran i skaleczeń. Dlatego także nie powinno się pić wody z rzek i jezior bez wcześniejszego przegotowania. Około 15 ludzi jest nosicielem tej bakterii.

Escherichia coli

Żyje w naszym przewodzie pokarmowym (u zwierząt także, jednak u nich przeważają ilościowo enterokoki fekalne, których z kolei u nas jest mniej). Pomaga nam w trawieniu i tak naprawdę jest dla nas niezbędna. Kłopoty mogą pojawić się, gdy ta bakteria dostanie się do żołądka. Wtedy następuje rewolucja – dosłownie i w przenośni. Długotrwałe, męczące biegunki nie należą do szczególnych przyjemności (przynajmniej dla większości 😉 )

Jej obecność w wodzie może być dla nas niebezpieczna – sama stanowi zagrożenie a dodatkowo może być zwiastunem skażenia wody innymi bakteriami.

Kiedy przebywa w zwykłej chłodnej wodzie – nie rozwija się w niej. Na to przychodzi dla niej odpowiednia pora, kiedy temperatura wody osiągnie ok 36 stopni.

Sanepid

Ta instytucja ma za zadanie monitorować stan wody. Co do ich działania, czasem można mieć pewne wątpliwości. Dlatego unikaj picia wody prosto z kranu – niestety nie zawsze jest całkowicie zdrowa. Lepiej ją przegotować przed spożyciem.

Jakiś czas temu jeden z kolegów z mojej uczelni zbadał wodę pobraną z kranu. I stwierdził obecność E. coli. Myślał że to pomyłka, powtórzył więc analizę. Potwierdziła ona wynik. Swoje spostrzeżena zgłosił do sanepidu.

Powiedzieć, że nie przejęli się tym, to mało. W zasadzie zbyli go całkowicie. Po dwóch, trzech dniach woda w kranach intensywnie pachniała chlorem. Próba ukrycia niedopatrzenia prawie się udała. Chłopak zgłosił sprawę prasie. Niestety przegapiłam tamtejsze wydarzenia i dowiedziałam się o nich mocno po czasie. Podobno sanepidowi bardzo zależało na zachowaniu całej sprawy w ciszy.

Take rzeczy się zdarzają – dlatego warto jednak sięgnąć po mineralną albo przegotowaną wodę, kranówkę zostawiając w spokoju. Posiadacze studni głębinowych mają lepiej – ta woda jest czystsza, zawiera mało mikroflory i ma lepszy smak 🙂

Bakterie a kosmetyki

Większość komsetyków jest delikatna i zawiera różne składniki odżywcze mające wspomagać naszą skórę. Tym samym stają się dobrą pożywką dla drobnoustrojów. Jeśli więc rozcieńczasz żele pod prysznic czy szmpony, wprowadzasz do środka mikroorganizmy, z których część może się rozwinąć.

Skoro bakterie tam żyją, to znaczy że coś “jedzą”. Wykorzystują one składniki występujace w kosmetyku jak np. witaminy, przyswajalne dla nich źródła węgla, azotu, fosforu. Bogata mikroflora może przyczynić się do pogorszenia jakości używanego produktu. Szczególne, jeśli korzystasz z niego stosunkowo rzadko i przez długi czas gości on na Twojej półce.

Obecność bakterii może być uciążliwa i mieć nieprzyjemne skutki u osób z wrażliwą cerą i skórą oraz gdy używasz preparatu w okolicach delikatnych i wrażliwych.

Oczywiście – już wiesz, że w wodzie też jest pewna ilość bakterii. Jeśli nie jest ich zbyt dużo i masz zdrową skórę – wszystko w porządku. Jednak w kosmetyku mogą się namnożyć do ilości znacznie przekraczającej standardową zawartość w wodzie i wtedy, jeśli wśród nich są również szkodliwe mikroby, możemy sobie zaszkodzić.

Dlatego żele do mycia twarzy jeśli już musisz – rozcieńczaj przegotowaną wodą. Zapobiegnie to wprowadzenu nadmiernej ilości bakterii. I trochę ochroni cerę.

Na rynku są dostępne preparaty dla osób z wyjątkowo wrażliwą skórą, które mają odpowiednie pH i skład. Niektórym osobom nawet odradza się mycie twarzy wodą i zastąpienie jej tymi preparatami.

Wszelkie żele do higieny intymnej powinny być wolne od bakterii – dlatego – nie rozcieńczaj tych kosmetyków. Może się to skończyć nieprzyjemnym podrażnieniem, a w skrajnym wypadku nawet zakażenem pochwy lub cewki moczowej (a dalej już blisko do pęcherza).

Kremy do twarzy

Kremów do twarzy co prawda nie rozceńczasz wodą, ale one również są narażone zakażenie, a przy tym także na spadek jakości. Twoja cera może na tym troszkę ucierpieć – o ile żel czy płyn spłukujesz, o tyle krem pozostawiasz na skórze.

Jeżeli masz możliwość – wybieraj kremy w tubkach – a staraj się unikać słoiczków. Te pierwsze mają mniejszy kontakt z powietrzem (w którym są mikroby) niż słoiczki. Czasem po odkręceniu opakowania stoją odkryte długo, zanim je zakręcisz.

Druga rzecz – do słoiczka wkładasz palec, nie zawsze idealnie czysty. A nawet jeśli czysty – i tak masz na nim mikroflorę (ok 5% bakterii to tzw. mikroflora stała, którą trudno usunąć nawet kilkuminutowym szorowaniem szczoteczką i mydłem). Z tubki jedynie wyciskasz trochę kremu.

Jak widzisz, zawartość tubki jest mniej narażona na rozwój bakterii, dlatego kremy te dłużej zachowają świeżość, odpowiedni skład oraz czystość.

Rozcieńczać, czy nie rozcieńczać?

Jeśli tego koniecznie potrzebujesz – to raczej stosuj tą metodę do kosmetyków nie mających kontaktu z twarzą i oczami oraz okolicami intymnymi. Pozostają Ci szampony, odżywki do włosów, płyny do kąpieli, czy żele pod prysznic.

A gdy rozcieńczasz, używaj przegotowanej wody – Twój kosmetyk dłużej zachowa swoje właściwości.