Jeszcze do niedawna bakterie traktowano wyłącznie jako zarazki chorobotwórcze. Zwalczano je antybiotykami. Gdy dzięki Louisowi Pasteurowi i Robertowi Kochowi odkryto związek między epidemiami, np. tyfusu czy malarii, a mikroorganizmami, które je wywołują, zaczęto je uważać za generalne zło, które należy wyplenić.

Dopiero dzisiaj zaczyna się dostrzegać, że bakterie i grzyby sprzyjają zdrowiu, a nawet stanowią podstawę życia.
Bakterie były w łańcuchu ewolucji pierwszymi żyjącymi istotami, które powstały miliardy lat przed bardziej złożonymi organizmami żywymi i człowiekiem. To bakterie są tymi formami, które jako pierwsze na ziemi uwolniły tlen, tworząc w ten sposób fundament życia. Także dzisiaj nie sposób sobie wyobrazić życia bez bakterii w przyrodzie. Miliardy grzybów i bakterii stale zamienia odpady roślinne i zwierzęce w organiczną substancję odżywczą. W ten sposób powstaje humus, podstawa nowego życia i wzrostu roślin.

Znaczenie probiotycznych mikroorganizmów dla ludzkiego systemu immunologicznego.

Bakterie nie tylko wywołują choroby, lecz również chronią organizm i wzmacniają system immunologiczny, jak np. bakterie Bifidus, bakterie mleczne (laktobakterie) (Lactobacillus acidophilus) i bakterie drożdżowe. Większość mikroorganizmów żyje w jelicie. Tworzą one florę jelit. Razem z komórkami na ściance jelita (kosmki jelitowe) dbają o to, aby substancje witalne z masy pożywienia przedostały się do wnętrza organizmu i jednocześnie zapobiegły wtargnięciu toksyn. Bakterie w jelicie żywią się naszym pożywieniem. Przy tym produkują one ze składników cukru naszego pożywienia liczne witaminy i enzymy. Z mniej wartościowych substancji wytwarzają liczne substancje ochronne i witalne, których organizm sam nie jest w stanie wytworzyć, takie jak witamina K, witamina B12, kwas foliowy i naturalne antybiotyki. Ok. 80% wszystkich komórek odpornościowych znajduje się w jelicie. Bakterie mleczne, laktobakterie, doprowadzone wraz z pożywieniem pobudzają je do tworzenia nowych komórek ochronnych jak limfocyty T i B.

Pozytywne działanie probiotycznych (= dla życia) mikroorganizmów

Właściwości ogólne:

  • Wspomaganie zdrowej równowagi flory jelit
  • Wspomaganie trawienia
  • Hamowanie rozwoju rakotwórczych substancji (np. przez trawienie mięsa)
  • Wytwarzanie kwasów organicznych i naturalnych antybiotyków hamujących wzrost niepożądanych bakterii.
  • Wytrzebienie określonych zarodków chorobotwórczych w 80% wszystkich przypadków.
  • Stymulowanie i wzmocnienie systemu immunologicznego
  • Wytwarzają witaminy (Bl, B6, B9, B12) i aminokwasy (alanina, walina, kwas asparginowy, treonina)
  • Obniżają poziom cholesterolu
  • Bakterie Bifidus hamują wzrost potencjalnych zarodków chorobotwórczych
  • Wytwarzają jelicie kwasy mlekowe w wersji prawoskrętnej
  • Wpływ na nasze samopoczucie

W leczeniu probiotykami sprawdziła się kombinacja bakterii mlecznych Bifidus i kultur grzybów drożdżowych. Po kuracji antybiotykowej mikroorganizmy odbudowują uszkodzoną florę jelit i przyczyniają się do ponownego powstania korzystnego środowiska w jelicie przez to, że zdrowe bakterie trzymają w szachu pasożyty, drożdże i grzyby chorobotwórcze. Drobnoustroje te chronią nas także przez problemami związanymi z biegunką i drogami oddechowymi.

Mikroorganizmy w pożywieniu

Jak widzimy z powyższych wywodów, ważne jest regularne zaopatrywanie naszego organizmu w mikroorganizmy. Występują one w warzywach po procesie fermentacji mlekowej (np. kiszona kapusta), w ubogich w alkohole napojach drożdżowych oraz w zakwaszanych produktach mlecznych, jak jogurt czy kefir. Ludy pierwotne, u których produkty te były dostarczane w wystarczającej mierze, charakteryzowały się dobrym zdrowiem i długowiecznością.
Jednakże jeśli chodzi o ludy pierwotne, u których nie dostarczano żadnych probiotyków, zdrowie nie było już tak dobre. Udowadnia to, iż samo życie z przyrodą nie wystarcza, aby osiągnąć zdrowie i dożyć sędziwego wieku. Dodatkowo do zdrowego pożywienia należy regularnie spożywać probiotyczne artykuły spożywcze. Powinny one należeć do naszego jadłospisu tak samo jak owoce i świeże warzywa.

Bakterie -na początku życia

Przyroda funkcjonuje jako całość od miliardów lat z niedoścignioną wprost precyzją. Drobnoustroje są dokładnie tak samo jak człowiek elementem tego kosmologicznego i ekologicznego systemu. Jeżeli człowiek ze swą techniką pragnie żyć w harmonii z przyrodą, nieuchronnym tego skutkiem jest potrzeba coraz lepszego rozumienia i prawidłowego stosowania kryjących się za tym prawidłowości ewolucji. Wszędzie tam, gdzie człowiek jeszcze tego nie uczynił, pojawiało się wiele rzekomo niemożliwych do rozwiązania problemów środowiskowych i zdrowotnych naszych czasów. Są to myśli, jakie miał słynny berliński lekarz Rudolph Virchow (1821-1902), który w 1875 roku zażądał, aby „lekarz nigdy nie zapominał pojmować chorego człowieka jako całości.” „Lekarz nie będzie nigdy w stanie ogarnąć chorób, jeżeli będzie on postrzegał człowieka, jego naturę i otoczenie w oderwaniu od siebie“.

Wystarczy się tylko zastanowić, że bez występowania bakterii życie ludzkie byłoby niemożliwe, bakterie stały przecież na samym początku rozwoju do samego człowieka: progenoty (pierwszy stopień w rozwoju bakterii; przed ok. 3,5 miliardami lat) –potem pojawiły się prokarionta, bakterie beztlenowe, bakterie fotosyntetyczne, cyjanobakterie fotosyntetyczne, atmosfera bogata w tlen, oddychanie aerobowe, aerobowe prokarionta, eukarionta(przed ok. 3,2 miliardami lat) – wielokomórkowe rośliny i zwierzęta – ssaki, a potem człowiek.

Mianem progenotów bakteriolodzy określają „najwcześniejszy etap rozwoju”, formę życia, z której powstały prokarionta (komórki bez jądra komórkowego). Jak wiadomo bakterie nie posiadają jądra komórkowego, ale zapewne mają swoje DNA i RNA (nośniki materiału genetycznego). Bakterie anaerobowe, jak wskazuje nazwa, obchodzą się bez tlenu. Dopiero po tym, jak na ziemi pojawił się tlen, mogły też pojawić się bakterie aerobowe, które tworzyły podstawę dla życia roślin, zwierząt i człowieka. Widoczne staje się nie tylko to, że bakterie mogą bardzo dobrze obyć się bez człowieka, ale także i to, że człowiek nie jest w stanie żyć bez bakterii!

Ponadto staje się tym samym trudne do wyobrażenia, że te drobne żyjątka, których byt i zadanie od odległych czasów polega właśnie na budowaniu życia, mają być wielkimi pierwotnymi lub wyłącznymi czynnikami chorobotwórczymi i śmiercionośnymi, jak chce nam wmówić obecna medycyna od końca XIX wieku, czyli czasu bohaterów: Louisa Pasteura i Roberta Kocha.

Już kilka godzin po urodzeniu wszystkie śluzówki noworodka są zasiedlone przez bakterie, które spełniają ważne funkcje ochronne. Bez tych koloni miliardów drobnoustrojów małe dziecko, tak samo zresztą jak dorosły, nie mogłoby przeżyć. A teraz wyobraźmy sobie, że szacuje się, że odkryto dopiero zaledwie jeden procent „naszych” bakterii.
„Większość komórek w organizmie człowieka jest wszystkim innym, niż materiałem ludzkim: obce bakterie od dawna już zyskały przewagę”, jak informuje zespół badaczy Londoner Imperial College pod kierownictwem Jeremy’ego Nicholsona 2004 w czasopiśmie fachowym Nature Biotechnology.
W samym tylko przewodzie pokarmowym badacze natknęli się na „100 bilionów mikroorganizmów, które
łącznie ważą około kilograma. Oznacza to, że ponad 1000 znanych gatunków bakterii żyjących w symbiozie
prawdopodobnie posiada ponad sto razy więcej genów niż istnieje w żywicielu”.

Czy więc człowiek stanowi mniejszość w swym własnym ciele?

Nicholson dochodzi do wniosku, że można nas traktować jako „ludzki superorganizm” („human super – organism”) -czyli własny ekosystem opanowany przez mikroorganizmy.

„Od pewnego czasu wiemy”, mówi profesor biochemii, „że na wiele chorób wpływ ma szereg czynników, w tym czynniki genetyczne, jak również te uwarunkowane środowiskiem.” Miarodajny wpływ na wiele chorób ma pożywienie przede wszystkim przez to, że moduluje ono kompleksową komunikację między 100 bilionami drobnoustrojów w jelicie! „Mikroby stanowią część naszego rozszerzonego symbiotycznego genomu [= materiał genetyczny] i jako takie są, tam gdzie to tylko możliwe, pod wieloma względami tak ważne jak nasze geny”.

Jak łatwo można w decydujący sposób wpływać na tą równowagę bakterii, widać u niemowląt: gdy są one karmione mlekiem matki, flora jelit otrzymuje niemal wyłącznie jedną bakterię Lactobacillus bifidus, która bardzo różni się od o wiele bardziej pospolitej bakterii dominującej wtedy, gdy dieta malucha zawiera krowie mleko. „Bakteria Lactobacillus bifidus daje dziecku karmionemu piersią o wiele większą odporność na przykład przed zapaleniami jelit”, twierdzi mikrobiolog Dubos. Jest to jedynie jeden z nieprzebranych przykładów pozytywnego współżycia bakterii i człowieka.

„Jednakże niestety wiedza o tym, że mikroorganizmy także dla człowieka czynią tak wiele dobrego, nigdy nie cieszyła się szczególnie dużą popularnością” skarży się Dubos. „Człowiek uczynił z tego regułę, aby troszczyć się bardziej o zagrożenia dla swego życia, zamiast interesować się siłami biologicznymi, od których byt ludzkości tak bardzo zależy. Historia wojny powoduje u ludzi o wiele większą fascynację, niż opisy pokojowej koegzystencji.
Dlatego nikt nie zrobił historii sukcesu z pożytecznej roli, jaką odgrywają bakterie w jelitach i żołądku. A przecież nawet produkcja dużej części pożywienia, które ląduje w naszych talerzach, zależy od aktywności bakteryjnej.

Wirusy -śmiercionośne minibestie?

Wypaczone pojmowanie bakterii i grzybów oraz ich funkcji w procesach chorobowych było także tym, do czego doprowadziło nastawienie do wirusów. Pod koniec XIX wieku, kiedy to teoria mikrobów wybiła się mającej decydujący wpływ nauki medycznej, nie posiadano jeszcze żadnych możliwości wykrycia wirusów. Zgodnie z oficjalną wersją wirusy mierzą mianowicie tylko 20 do 450 nanometrów (miliardowa część metra) i są tym samym o wiele mniejsze od bakterii o grzybów -są na tyle małe, że można je zobaczyć tylko pod mikroskopem elektronowym. A mikroskop taki zbudowano dopiero w 1931 roku. Bakterie i grzyby natomiast można też obserwować pod zwykłym mikroskopem optycznym. Niderlandzki badacz, Antoni van Leuwenhoek (1632-1723), pierwszy taki mikroskop skonstruował już w XVII wieku.
„Zwolennicy Pasteura” używali wprawdzie pojęcia „wirus” już w XIX wieku, jednak należy to tłumaczyć jedynie tym, że posługiwano się tym łacińskim pojęciem które znaczy tyle co trucizna dla opisania struktur organicznych, których nie można było nazwać bakteriami. Klasyczny wzorzec myślowy: Jak już nie można znaleźć żadnej bakterii, to za chorobę musi być odpowiedzialny inny zarazek. Można by to skwitować słowami goetheowskiego Mefistofelesa: „Właśnie tam, gdzie pojęć brak, usłużne słowo nastręcza się snadnie.”

Jak wiele niedorzeczności otwiera się w związku z teorią śmiercionośnych wirusów, pokazuje już sam przykład epidemii ospy, który jest dziś tak chętnie przytaczany, aby wzniecić panikę przed epidemiami. Czy jednak krosty rzeczywiście były (czystą) epidemią wirusową, którą skutecznie zwalczono szczepionkami? „Naukowcy parający się historią medycyny wątpią w to”, twierdzi dziennikarz Neu Miller w swej książce „Szczepionki (Impfstoffe): Są one rzeczywiście skuteczne?”. »Nie było przecież żadnych szczepionek przeciwko na przykład szkarlatynie i dżumie, a mimo to choroby te zniknęły. ” Okazuje się też, że w przypadku Anglii roku 1853 (a więc roku, w którym wprowadzono na wyspie pierwszą ustawę nakazującą szczepienie), że do chwili wprowadzenia tego obowiązkowego szczepienia przypadały w Anglii dwa śmiertelne przypadki ospy na 10.000 mieszkańców rocznie.
Jednakże początek 70-tych lat XIX wieku, czyli niespełna 20 lat po wprowadzeniu obowiązkowych szczepień, które objęły 98% społeczeństwa, w Anglii odnotowano dziesięć przypadków śmiertelnych ospy na 10.000 mieszkańców rocznie (czyli pięciokrotnie więcej).

„Epidemia ospy osiągnęła swe apogeum po wprowadzeniu szczepień”, reasumuje William Farr, który zajmował się w Londynie zestawianiem statystyk. Z ortodoksyjnego punktu widzenia z nie mniej sprzecznym obrazem mieliśmy do czynienia na Filipinach, które na początku XX wieku przeszły swą najcięższą epidemię ospy, i to pomimo tego, że zaszczepionych było niemal 100% całości społeczeństwa.

W 1928 roku opublikowano w końcu w British Medical Journal pracę, która ujawniła, że ryzyko śmierci na ospę jest pięć razy wyższe wśród osób zaszczepionych na tą chorobę, niż u osób nieszczepionych.

W Niemczech z kolei statystyka śmiertelnych przypadków ospy prowadzona jest od 1816 roku. Jak mówią dane statystyczne, do końca lat sześćdziesiątych XIX wieku na ospę zmarło około 6.000 osób. W latach 1870/71 liczba ofiar śmiertelnych nagle wzrosła aż 14-krotnie i wyniosła niecałe 85.000.
Co się wtedy stało? Szalała wojna francusko-pruska. Francuscy jeńcy wojenni byli przetrzymywani w niemieckich obozach w skrajnych warunkach i byli bardzo źle karmieni. W konsekwencji liczba chorych na ospę w obozach wzrosła błyskawicznie, choć wszyscy żołnierze francuscy i niemieccy byli zaszczepieni przeciw ospie.
Niemiecka ludność ogarnięta wojenną pożogą również cierpiała na ospę. chociaż także i ona została poddana częściowym szczepieniom.
Gdy bezpośrednio po wojnie zniesiono obozy, liczba zmarłych na ospę znacznie się zmniejszyła. Już trzy lata później, w 1874 roku, naliczono w Niemczech jeszcze tylko 3.345 śmiertelnych ofiar ospy. Obecna medycyna mówi, że spadek ten należy zawdzięczać tzw. ustawie o szczepieniach (niem. Reichsimpfgesetz), która między innymi stanowiła, że dziecko musi być zaszczepione „przed upływem roku kalendarzowego następującego po roku jego urodzenia”. Jednak faktycznie ustawa ta weszła w życie dopiero w roku 1875, gdy widmo epidemii ospy już dawno minęło. „Musiało więc dojść wtedy do poprawy ogólnej sytuacji higienicznej, technicznej i cywilizacyjnej naszego społeczeństwa, której pokłosiem była spadek zachorowań i ofiar śmiertelnych”, twierdzi lekarz Gerhard Buchwald.

Stosowane badania nad wirusami oraz medycyna, nie bacząc na te fakty, wychodzą wyłącznie z takiego założenia, że w przypadku wirusów chodzi o chorobotwórcze, zarodki „infekcyjne”, które aktywnie rozmnażają się w komórkach w sposób pasożytniczy (za pomocą enzymów i innych składników komórki), by w końcu zaatakować komórki, a czasem też je zabić. Albo jak pewien znany niemiecki dziennik sformułował z właściwą sobie manierą: „Wirusy są najbardziej podstępnymi zarazkami na ziemi: atakują zwierzęta i ludzi po to, by zniewolić ich komórki.”

Mimo, że może to przyprawić o niemały dreszczyk emocji, to nie unikniemy przecież pytania, czy takie wypowiedzi mają naukowe pokrycie. Do tego należałoby, co jest logiczne, udowodnić najpierw istnienie tak zwanych „zabójczych wirusów”.  Jednak już w tym miejscu zaczynają się problemy.

Jeszcze nigdy bowiem -co byłoby najbardziej konsekwentnym i najczystszym dowodem -z pobranej krwi pacjenta bezpośrednio nie wyodrębniono żadnego z tych wirusów z całym materiałem genetycznym (= genom) i nie wyizolowano powłoki wirusa w oczyszczonej postaci i nie zfotografowano pod mikroskopem elektronowym: nie uczyniono tego ani z wirusem H5N1 (ptasia grypa), ani z wirusem odpowiedzialnym za zapalenie wątroby typu C, ani z wirusem H1N1 (świńska grypa) ani też z wirusem HIV (AIDS) i wieloma innymi cząstkami, zwanymi oficjalnie wirusami i okrzykniętymi agresywnymi bestiami.

W tym miejscu chcielibyśmy zachęcić wszystkich do tego, aby samodzielnie sprawdzili panujące teorie na temat wirusów, tak jak uczyniło to wiele osób, w tym laureaci Nagrody Nobla, sławni mikrobiolodzy i badacze z innych dziedzin, poważni dziennikarze, jak również wielu laików.

Źródło: wirusolog Dr rer. nat. Stefan Lanka